|
Nareszcie nagroda Nobla dla MICE!

Ósmego października przy kolacji usłyszałem dobiegające z drugiego pokoju fragmenty anglojęzycznego serwisu wiadomości telewizyjnych. Słowa spikera z trudem przebijały się przez szum czajnika ale to, co dosłyszałem było wystarczająco elektryzujące, bym wyrwał bliżej ku szklanemu ekranowi. „Nobl for ze majs” oznaczało, że w branży M.I.C.E. ktoś dostał nagrodę Nobla! Super! Nareszcie! Góra nasi! Yes, yes, yes! Ale gdzie jest pilot do telewizora??? Cisza wszyscy, ja muszę tego wysłuchać!!! No, gdzie do cholery jest pilot, bo nic nie słyszę! Jest! Cicho, cicho…. Co? Jak? Dlaczego wciąż pokazują te małe, białe, uszaste, ogoniaste… Aaa, to MYSZY. Majs czyli „mice”. A Nobla istotnie przyznano. Za badania genetyczne na owych myszach.
Niech mi wybaczą panie redaktorki z MICE POLAND miesięcznika miłościwie nam panującego (i miłościwie publikującego od długiego czasu moje felietony), ale doszły mnie słuchy, że branża konferencyjno-kongresowa na świecie już kilka lat temu postanowiła skończyć z tym mysim nazewnictwem. W celu postawienia tamy nieodpowiedzialnym żartom i zapewnienia naszej branży należnego miejsca wśród najpoważniejszych współcześnie dyscyplin, lansowane jest nazewnictwo „meeting industry”. Przemysł spotkań - to brzmi dumniej. I pewnie coś w tym jest…
A odnośnie nagradzania. Zastanawiające, dlaczego w rozlicznych dziedzinach lista dostępnych kar jest zwykle dużo dłuższa od listy dostępnych form nagradzania. W branży turystycznej mamy w zasadzie jedno odznaczenie „Za zasługi dla turystyki”. Dla osób, które to, niewątpliwie sympatyczne, wyróżnienie otrzymały, lista tu się w zasadzie kończy. Bo co potem? Odznaczenia państwowe dla naszej branży są rzadkością, gdyż jak wynika z internetu ostatni raz wręczono je ludziom turystyki w 2005 roku. A w branży MICE? Nie dopracowaliśmy się jakiejś własnej formy uznania. A może tak Złote Myszy? GOLDEN MICE brzmi super. No, chyba że od razu Nobla. A co!
|